Na przekór

Wpisy

  • poniedziałek, 14 sierpnia 2017
    • Jesteśmy w Wojnowie

      Pojutrze koniec naszych wakacji. Wracamy do domu.

      Było, jak zawsze, wspaniale.

      Szkoda, że to już.

      Dziś jeszcze pojechaliśmy w las, a potem znów do Starego Kramska.

      Jednak było dość chłodno, a my i tak z uporem dojechaliśmy do sklepu, na pomost w Kramsku,  w czasie powrotnej drogi spotkaliśmy dwa kociaczki.

      Mamy zamiar, jak Bozia da, w przyszłym roku znów przyjechać.

      Las

      W upalnym lesie, odpoczynek. Powietrze zbawienne dla moich płuc.

       

      Jedziemy na grzyby

      Skąpo ich w tym roku.

      Za to w przyszłym rok będzie mnóstwo!!!

      ***

      Już poniedziałek. Teraz jeszcze w Kargowej drobne zakupy i pożegnać się z Panią z księgarni.

      Potem jeszcze wyjazd do lasu, a na koniec dnia - pakujemy się.

      Do zobaczenia w Zabrzu.

      Quba


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 sierpnia 2017 11:07
  • piątek, 14 lipca 2017
    • Babcia Batmanem cz.1

       

      Babcia Batmanem


          Najpierw pojechaliśmy ze znajomymi do Sandomierza.

      Tam zamieszkaliśmy w cudownym hotelu Basztowym.


      Po czym od razu pobiegliśmy na rynek.

      Ok. 2010 roku w Sandomierzu zakotwiczono Niebo.

      Tak niesamowicie to wygląda.


      Zaprzyjaźniony przyjaciel Misia wraz z żoną byli kierownikami wycieczki.

      Szukali swoich korzeni. Do drzewa genealogicznego brakło im danych o babci, która w 1912 roku wyjechała z Polski do Niemiec.


      W ciągu dnia jeździliśmy więc do różnych archiwów tak świeckich, jak i kościelnych, w celu zebrania dokumentów, a wieczorami przesiadywaliśmy w różnych knajpkach na rynku, gdzie gadaniu nie było końca.


      Rozmawialiśmy trochę po niemiecku, więcej po angielsku, w końcu tak się nastroiłam, że po powrocie do domu, podając Milaczkowi jedzenie, mówiłam do niego : - please! Śmieszne, nie?


      W Sandomierzu są niezmierne podziemia pod rynkiem. Zwiedzaliśmy je z zapałem, ale było bardzo dużo schodów. Pani Przewodniczka zauważyła mój wysiłek i poradziła mi wyjście bocznymi drzwiami, prosto na rynek, już bez wchodzenia po schodach.

      Zawsze jestem tuż za przewodnikiem, wobec czego poczekałam na grupę, by powiedzieć Misiowi, że wychodzę na powierzchnię, a wtedy Miś wyszedł razem ze mną.

      Jeszcze przed wyjściem zapytałam o te podziemia, bowiem, kiedy byłam na koloniach po siódmej klasie, pojechaliśmy na wycieczkę właśnie do tego cudownego miasta. Tam, oprowadzający nas wtedy przewodnik, opowiedział, że kilka lat wcześniej znaleziono te podziemia, a tam – beczki z winem, tak starym, że zamieniło się w galaretkę.

      Wtedy burmistrz, a może przewodniczący rady miejskiej, zorganizował piknik dla wszystkich mieszkańców i dorośli Sandomierzanie dostali po talerzyku pysznego deseru winnego.

      Wprawdzie pani przewodniczka potwierdziła tę wiadomość, ale zastrzegła, że aż takiego przyjęcia nie było.

      Tak sobie myślę, że dzisiaj od razu położyłby na tym łapę ktoś, kto zrobiłby na owym winie majątek...

      Wracaliśmy z Sandomierza tak samo, jak pojechaliśmy tam, mianowicie  wygodnym audi i stwierdziliśmy, że nie ma to jak niemiecki samochód. Cicho jedzie, bez wstrząsów, wygodny, nawet stoliczki na wodę mineralną są w środku...

      Rozstaliśmy się ze smutkiem, acz zaprosili nas przyjaciele do siebie.

      Zobaczymy, co z tą podróżą będzie. O razu zaprosiła nas też Asia... No nie wiemy. W każdym razie urlop przed nami.

      Sądzę, że raczej w tym roku nie odwiedzimy nikogo za granicą, albowiem dla nas taka podróż to chyba jednak nie dla nas...

      Lato zrobiło się bardzo gorące i naprawdę było do tej pory fajnie.

      Misiowy przyjaciel odzywa się i jesteśmy stale w kontakcie.

       

      *******

       

      W niedzielę, po powrocie z tej wycieczki, wraz z Alą i Kaziem pojechaliśmy w odwiedziny do Bratowej Misia.


      To była wspaniała wizyta. Zarówno towarzysko, jak i "smacznościowo".  ;)

      Jedliśmy tak pyszną potrawę, że poprosiłam o przepis.

      Dusimy indyka. W osobnym rondlu podsmażamy paprykę czerwoną, następnie, kiedy ona jest al-dente dorzucamy, odcedzone z zalewy  - połówki brzoskwiń  i plasterki ananasa.  Dolewamy szklankę sosu słodko-pikantnego tao-tao, doprawiamy do smaku jeszcze solą i papryką czerwoną ostrą, najlepiej chili.

      Raczej nie przepadam za mięsem na słodko, ale to nie było słodkie, tylko przyjemnie i smakowicie pikantne, a ponieważ Misiowi szkodzi pieprz, ale papryka nie, to mogę sama zrobić takie danie. Do tego ryż naturalny. Wspaniałe danie.

      Wracając, wybraliśmy się odwiedzić Bratanicę Misia, u której również było wspaniale i przemiło. Oglądaliśmy zdjęcia rodzinne z czasów przeszłych. Naprawdę fajnie. Muszę też powiedzieć, że jechaliśmy do Bratowej Misiowej z przeznaczeniem pożyczenia klateczki na kociaczka, bowiem tam jest cudna kicia, ale tak dzika, że w ogóle nie pokazywała noska, bardzo podobnie jak Agatka. Po jakimś czasie kicia wyszła, zeszła ze schodów, poszła do miseczki, do kuwetki, ale nie pozwoliła podejść do siebie bliżej.

      Chociaż ta niedziela była naprawdę fajna, mam wyrzuty sumienia, albowiem nie wzięłam z domu tej klateczki, taka gapa ze mnie, dopiero w Nysie sobie przypomniałam, żem miała ją zabrać.

      Potem u Bratanicy też miałam okazję poznać koteczka, chłopczyka, które nawet dał się pogłaskać, byle nie za długo.

      Wróciliśmy po północy do domu, ale przecież z Nysy jest kawał drogi...

       

      *****

      Następną niedzielę mieliśmy wolną, co znaczy, że nie umówioną i chcieliśmy spotkać się z Leszkiem i Ulą, ale nie udało się.

      Za to w sobotę tośmy poszaleli bardzo.

      Alinka i Kazio świętowali srebrne wesele. Bawiliśmy się wesoło w Katowicach.


      Miałam okazję złożyć życzenia wspaniałym Kuzynostwu i naprawdę ogromnie wzruszona, serdecznie Im gratulowałam.

      Potem było przyjęcie, tańce, wspaniały tort Pawłowej i dużo rozmów, serdecznych wspomnień i radości.

      Kochani Alinko i Kaziuniu, jeszcze raz na łamach mego bloga, składam

      Wam życzenia Wszystkiego Najlepszego!

      Pasji życia! Radości i dumy ze Wspaniałej, Pięknej Oleńki, mnóstwo dobra od Świata i Ludzi. Aby Pan Bóg błogosławił każdy Wasz dzień. Szczęścia, miłości, kolorów w codzienności.

      Aby za 25 lat można było świętować wraz z Wami (i nami) wasze Złote Gody.

      Uściski, uściski, uściski!!!

       

      *****

      Kolejny tydziń spędziłam u Marzenki.

      Marzenko kochana, wielkie dzięki za zaproszenie mnie i cierpliwość, jaką okazałaś kwękającej siostrzycy swej.

      Była wspaniała pogoda, dużo spacerowałam wraz z Marcysią.

      Klamka u kościelnych drzwi imituje księgę, a na rozłożonych okładkach są ważne słowa.


      Pewnego dnia urządziła mi wycieczkę i zwiedziłyśmy kościół w pobliskim mieście.

      Wspaniały, wiekowy, bardzo urzekający wnętrzem i z bardzo pomysłową klamką u drzwi.

      Sama świątynia przepiękna, zadbana, taka, w której się czuje obecność Ducha Świętego.


      Marcysia poświęciła mi dużo czasu, chociaż pracuje, ma dom, męża, syna, pieska i dużo zajęć nie tylko domowych.

      Jest kochaną Dziewczyną.

      Marcyńku, bardzo Ci dziękuję za opiekę urlopową, którą roztoczyłaś nade mną.


      W ogóle dziękuję Wam Wszystkim, całej rodzince i Chłopakom, którzy wszak nastoletni, także poświęcali swój cenny czas cioci Qubie.

      Michał częstował mnie wspaniałymi napojami, które sam komponował z różnych rodzajów herbaty liściastej. Franuś przychodził codziennie przywitać się i pobyć trochę z nami.

      Buziaczki dla Wszystkich. Dzięki serdeczne.

       

      *****

      Następny tydzień spędziłam już w domu. Nie obeszło się bez lekarza. Mój Doktor to zacny człowiek, bardzo wykształcony, serdeczny, troskliwy. Zawsze wiem, że jest po mojej stronie.

      Dostałam od Doktora oprócz recept, także mnóstwo wsparcia duchowego. Doktor wyjaśnił mi przyczynę kolejnych dolegliwości, które wystąpiły nagle i niespodziewanie.

      Na szczęście ustąpiły, dzięki dobrym słowom Doktora na pewno też, ale również dzięki nowym lekarstwom.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Babcia Batmanem cz.1”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      piątek, 14 lipca 2017 06:03
    • Babcia czy Batman?

       

       

      *****

      A jeszcze dodam, że przez cały ten  czas chodzę na ćwiczenia. Traktuję je jako rehabilitację, do której wciąż, od chyba roku, no w każdym razie, od kiedy przestałam chodzić do klubu, zalecała mi Danusia. Wprawdzie jesień, zimę i wiosnę przechorowałam, cierpiąc na różnego rodzaju dolegliwości dróg oddechowych a także samych oskrzeli i płuc.

      Jednak w końcu wybłagałam od Doktora zgodę na ćwiczenia. Nie, nie musiałam mieć jej na piśmie, wystarczy, że przedtem Pan Doktor zabraniał, a teraz, po długim okresie rekonwalescencji już pozwolił.

      Ucieszyłam się bardzo i szybko zrobiłam sobie prezent urodzinowy i właśnie w rocznicę mego przyjścia na świat, oczywiście jak co roku dwudziestą ósmą,  ;) wróciłam na ćwiczenia.

      Trenerki i klubowiczki przyjęły mnie serdecznie i naprawdę z radością.

      Chodzę więc na ćwiczenia do mojego ukochanego klubu Mrs Sporty i tam nabieram sił. Paradoksalnie im bardziej się zmęczę, oczywiście w stopniu dla mnie dobrym, tym więcej sił mi wraca. Troszkę schudłam, troszkę innej figury nabrałam. Przeszłam na mądrzejszy sposób odżywiania. Jakiejś pewności siebie nabrałam. Jest OK!

       *****

      Pewnego dnia zostaliśmy poproszeni o całodzienną opiekę nad Antosiem, bowiem dzieci musiały nagle wyjechać, na dodatek bardzo wcześnie.

      Tańczę!

      Przyjechaliśmy o 4 rano. Kiedy tylko zamknęły się drzwi na podróżnikami, nasz wnusio kochany wstał z łóżeczka i postanowił nam towarzyszyć o tak wczesnym poranku. Była zaledwie 4.30, kiedy Antoś przystąpił do zabawy. Oczywiście w ruch poszły klocki lego. Różne. Samochodziki, kosmici, pojazdy niebywałe, ale również puzzle, książeczki, drewniana wieża Eiffla, której trzeba było nadać nowe kolory.


      Kiedy dziecko zmęczyło się, na chwilkę, stojąc na podłodze, główką, rączkami i brzuszkiem, opierało się o pluszowego misia, leżącego na kanapie, i to był cały odpoczynek.


      Zabawom i hulankom jednak nie było końca. Po takim króciutkim odpoczynku Maluszek wracał do zabawy ze zdwojoną, a nawet potrojoną energią.

      Po prostu wspaniale bawiliśmy się wszyscy troje. Około dziewiątej Dziadzio zmęczony padł na kanapę i zasnął.

      Złapali Kościuszkiego!

      Antoś co jakiś czas pytał, jak długo Dziadziuś będzie spał a także i o to  dlaczego Dziadek chrapie.

      Chrapał zmęczony, bośmy wstali o 2.20.


      Teraz musieliśmy stawić czoła temu, co po kolei zadawał nam do wykonania Antoś. Układaliśmy fajne kosmiczne puzzle, przy okazji nasz Wnuczek dał się poznać z jak najlepszej strony, jest nie tylko inteligentny i słodki, ale też bardzo bystry i spostrzegawczy. Łączył po dwa kafelki puzzli, a ja układałam na planszy. Po jakimś czasie, kiedy Mały podał mi swoje kafelki, te rozpadły mi się w dłoniach, na dwa osobne kawałki. Trzeba je był więc złożyć. Po chwili znowu tak samo się stało, co Antek skwitował : - „Babcia mi psuje i psuje, bo babcia to jakaś psuja jest”.

      W końcu udało nam się złożyć jeden i drugi obrazek, a zostało jeszcze dwa, ale Wnusio się już znudził, przecież to małe dziecko jest. No dobra, duże. Już ma 3 i pół roku...

      Dziadek się zbudził i od razu znowu wzięli się za klocki.

      Nagle Antoś ze zgrozą w głosie zapytał :

      • Dziadku, czy wiesz ile kosztuje największe pudełko klocków lego?

      A kiedy ten odpowiedział, że nie wie, mały wypalił :

      • Stonaście pięćdziesiąt pięć.

      Sami przyznajcie, że to zawrotna suma i mało kogo stać na taki wydatek.

      Tymczasem, kiedy chłopcy się bawili, ja organizowałam posiłki.

      Najpierw było śniadanie, chlebek z masełkiem i wędliną a także chlebek z serem.

      Część posiłku dokończył Dziadek, bo Antoś, gdy napełnił brzuszek, co następowało bardzo szybko, natychmiast tracił zainteresowanie dalszym jedzeniem.

      Potem na drugie śniadanie zjedliśmy truskawki.

      Obiad też Mały spałaszował z apetytem i nawet domagał się dodatkowego ziemniaczka i śmietany do niego, co Aga przyjęła z podziwem, żem taki osiągnęła sukces w karmieniu Dziecka.

      Muszę przyznać, że ja również w pewnym momencie straciłam siły i kiedy Antoś z Dziadkiem grali w Zygzak, grę planszową, zdrzemnęłam się troszeczkę.

      Za oknem rozszalała się burza, i chociaż planowaliśmy spacer, jednak nie udało się go nam zrealizować.

      Jedna w końcu trzeba było wyjść. Miś zamiarował iść do apteki, na co Antek stwierdził, że pójdzie z Dziadkiem, albowiem Dziadzio sam może się zgubić.

      Poszli.

      Okazało się, że nasz Wnusio ma znajomości w aptece i dostał fajne podarunki od Pani Aptekarki.

      Bawiliśmy się i bawili.

      Chłopaki złożyli sobie z klocków pistolety i tropili szpiega, strzelając z hukiem : - „pif – paf”.

      Potem wzięliśmy się za czasopismo w którym były wizerunki batmana, czy Batmana, i Antoś zachwycony ulubionym bohaterem, nagle zawołał : - Babciu, jakbyś ty była Batmanem, to by wszystkie chłopczyki za tobą biegły!!!”.

      Już sobie to wyobraziłam. Byłoby wprost przepięknie, na przykład kilkunastu chłopczyków, a jeśli naprawdę „wszystkie chłopczyki” to zawojowalibyśmy świat. Na szczęście z marzeń ocknęłam się na skutek dzwonka do drzwi.

      To przyszły do nas Jagódka z mamą.

      Odwiedziły nas Dziewczyny celowo, wiedząc, że będziemy tego dnia z Antosiem.

      Jagódka bardzo ładna, grzeczna i dobrze wychowana, przejęła ster kapitana na pokładzie.

      Najpierw wręczyła małemu prezent – pudełko czekoladek, a kiedy Antoś zadowolony, przyjął gościniec, natychmiast zapytała : - „co się mówi?”

      Na „dziękuję” ze strony Antka, palnęła : - „no!”

      Potem namówiłam małego, żeby poczęstował koleżankę, na co pięknie podziękowała. A potem dzieci zaczęły śpiewać i tańczyć i podziwialiśmy zarówno umiejętności ładnego poruszania się w czasie tańca, tak i poczucie rytmu, znajomość angielskiego i przyjemne dla ucha głosy dzieci.

      Jednym słowem fajny zespół muzyczny! Sympatyczny duet.

      W końcu panie poszły, a my zaczęliśmy szykować kolację.

      Antoś pięknie zjadał, co mu podałam, widać było, że jest głodny i z apetytem i smakiem zajadał wszystko ze swojego talerzyka.

      W czasie całego tego dnia, nasz mały Wnuczek ani na chwilę nie zdrzemnął się, chociaż często takie małe dziecko w ciągu dnia śpi.

      Ale nie Antek!

      Nasz mały, energiczny wnuczek był taki ruchliwy, biegał, ścigał Dziadka, to znów uciekał, tańczył, śpiewał, wystarczyło włączyć radio, a już mieliśmy pokaz tańca.

      Niespożyte siły!

      W końcu już wieczorem wrócili Rodzice i wówczas Antoś zmęczony wpadł w ramiona Mamy i wreszcie odpoczywał po całym dniu zmagań, u niej na kolanach.

      A my, zachwyceni wnusiem, całodziennością tegoż dnia, w końcu pożegnaliśmy się, by wrócić do domu.

      Obliczyłam, że Antoś bez odpoczynku była bardzo aktywny przez szesnaście godzin.

      No prawie stonaście! Jak na takiego małego chłopczyka – bardzo dużo.

      Powiem Wam, Kochani, żem w domu, od razu padła na nos, szybko dokonałam toalety i poszłam spać, nawet nie wiem, kiedy Miś się położył.

      A rano okazało się, że ubyło mi dwa kilogramy!!!

      Taki sposób walki z nadwagą jest i przyjemny, i pożyteczny. Chcę więcej.

      ;) Więcej takich działań - zabawy ile tylko wytrzymamy, dziadkowie z naszym żwawym, wesołym Antosiem.

      Kochany nasz Duży Chłopczyk! Kochamy Go bardzo!


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      piątek, 14 lipca 2017 06:02
  • sobota, 03 czerwca 2017
    • Wielka Podróż

      Jutro wyjeżdżamy na kilka dni zachęceni, przez Przyjaciela Misiowego, a więc naszego.

      Ziemia Sandomierska naszym celem.


      Zapowiedziano piękną pogodę, a ja już dzisiaj pakuję walizkę.

      Lubię to życie, qurtka w paski...

      Byłam w Piekarach z Misiem wczoraj. Tam jest fajny sklep z butami, gdzie można kupić fajne sandały. Kupiłam sobie i dla Krysi, ponieważ kiedy zobaczyła moje poprzednie sandały, wyraziła tęsknotę, że tez by takie chciała. Jak Krysia się ucieszyła! Dała mi fajny prezent w podzięce, taki piękny blezer, ach! jak on mi się bardzo przyda.

      Zmieniłam tytuł mego bloga.

      Zauważyliście?

      Kochani, po powrocie zdam Wam relację z naszej wycieczki.

      Uściski. Życzę fantastycznego weekendu! Pa!

      Quba

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Wielka Podróż”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      sobota, 03 czerwca 2017 10:16
  • środa, 24 maja 2017
    • Słucham Wodeckiego

      Będzie nam Go bardzo brakować.

      To wielka strata! Ogromna! Bardzo żal. Wspaniały Artysta. Udało mi się widzieć go w Teatrze Stu. Specyficzna scena. Widz siedzi tuż przy niej. Naprawdę mogłam Go dotknąć, kiedy śpiewał i cudownie grał na trąbce. Cieszę się, że mogłam Go wtedy zobaczyć. Dziękuję Mistrzu. Jestem wdzięczna za wszystkie Pana piękne, liryczne piosenki, utwory odegrane na trąbce czy skrzypcach, wzruszenia, które przeżyłam. Mam nadzieję, że będzie Pan pierwszym skrzypkiem w Orkiestrze Pana Boga.

       

      https://www.youtube.com/watch?hl=pl&gl=PL&v=mbwB-EG89Mc

       

      Wczoraj TVN24 nadała w wieczornym Czarno na Białym wywiad ze zmarłym Artystą. Powiedział ciekawe zdanie, o sobie, rzecz jasna, z humorem, "kiedy chcesz być kimś, coś znaczyć w świecie, musisz związać się z dobrym nazwiskiem, ja związałem się z Bachem.

       

      Mój śp.Tatuś bardzo lubił Pana Wodeckiego, za to, że za ludzie Go kochali, bowiem wspaniale posługiwał się muzyką, wirtuoz skrzypiec, fortepianu, trąbki, a podobno umiał grać na wszystkim, jak mój Ojciec, jak mój Siostrzeniec, i na dodatek Artysta wspaniale śpiewał, a mój Tato też robił to fantastycznie, no a i Michał teraz także śpiewa cudownie.Kto wie?  pewnie zabrzmi to jak przechwałka, ale może Artysta zrobił miejsce dla Michała?

      A Mistrz Wodecki? Odszedł, nie ma Go, przeszedł za Tęczowy Most, bo wspaniali ludzie też tam są. Myślę, że mimo wszystko, mimo tego, że miał wykupione miejsce na cmentarzu Rakowickim, mimo, że pozałatwieł wszystkie swoje sprawy do końca, to jednak z pewnością nie chciał, przecież leczył się, poszedł na operację, by wstawili Mu by-pass'y. Gdzieś tam, po drodze, diabeł zamieszał ogonem i pomieszał chirurgom narzędzia, a panu Wodeckiemu nadzieje... No i ie udało się to wszystko, jakiś skrzep pewnie powstał i zablokował naczynia krwionośne, być może tętnicę mózgową i powstał rozległy udar. Wielka szkoda.

      https://www.youtube.com/watch?v=wT_ObQMSs3U

      Grażynka w ubiegłym roku pisała w komentarzach tutaj i na FB, że taki straszny rok, co chwilę Pan Bóg powołuje kogoś do siebie. Ale ja myślę, Grażynko, że każdy rok jest taki sam straszny i zabiera samych wspaniałych i najlepszych, tylko my wcześniej nie zwracaliśmy na to uwagi, bowiem w biegu życia nie było na to czasu...

      Czytam w prasie, w internecie, słyszę w telewizji i radio, wszyscy żałujemy Pana Zbigniewa, wszyscy, jedynie pani Ogórek coś głupiego napisała. Ciekawe, czy Ogórek śpiewa?

      Już Mistrz Gałczyński się martwił w wierszu pod takim tytułem. Dlaczego ogórek nie śpiewa?

      Pytanie to, w tytule
      postawione tak śmiało,
      choćby z największym bólem
      rozwiązać by należało.

      Jeśli ogórek nie śpiewa,
      i to o żadnej porze,
      to widać z woli nieba
      prawdopodobnie nie może.

      Lecz jeśli pragnie? Gorąco!
      Jak dotąd nikt. Jak skowronek.
      Jeżeli w słoju nocą
      łzy przelewa zielone?

      Mijają lata i zimy,
      raz słoneczko, raz chmurka;
      a my obojętnie przechodzimy
      koło niejednego ogórka.
      

       

      Hm... Smutno jakoś i na dodatek wczoraj dostałam jakiegoś koszmarnego bólu w nerkach, wcześnie bardzo się położyłam. Rano wyszło, że muszę leżeć w pościeli. Ze spotkania z Madzią nici. Może się uda później, wszak czekamy na Jej wizytę od października...

      Kotek już w Wojnowie pokazywał pazurki!!!

       Jakiego miałam nosa wczoraj, kiedy kupiłam gotowce do jedzenia, nie będę musiała nic gotować.

      Ech, boli mnie jak diabli dodatkowo oprócz mojego poturbowanego płuca (które nie boli?!?!, a mnie jednak boli!!!) w poturbowanych żebrach, teraz dodatkowo obie nerki. Jutro do lekarza. Dzisiaj już bym się chyba nie pozbierała. Ale trzymam się jakoś,

      Bądźcie ze mną. Ściskam Was gorąco.

      Quba

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Słucham Wodeckiego”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      środa, 24 maja 2017 14:38
  • czwartek, 11 maja 2017
    • 5 Rocznica

      Wczoraj, 10 maja minęło 5 lat od mojej operacji. Pierwszą operację miałam 4 kwietnia,  a tę drugą właśnie 10 maja.

      Wygrałam już tyle czasu, z pomocą Boga, lekarzy, mojego Kochanego Szpitalka, jednego - Sokołowskiego w Zakopanem (dwie operacje)

      i drugiego, Szpitalka w Pilchowicach (diagnostyka, chemioterapia)

      Rodziny i Przyjaciół. Dziękuję Wam za serdeczne telefony wówczas, a i dzisiaj ich nie brakuje, ale wtedy bardzo dodawaliście mi sił, otuchy, odwagi, ducha!

      Dzisiaj już jest zupełnie inaczej. Inny nastrój mam, mimo, że zamiast maja mamy majździernik, albo nawet majstopad.

      Wczoraj pan od pogody w TVN24 pokazał dwie mapki, z 16 grudnia 2017 i z dnia dzisiejszego. Okazało się, że w grudniu było dużo cieplej, niż dzisiaj. Wtedy w wielu miastach była tempertura dodatnia, w granicach od + 8 do + 10 stopni, a dzisiaj w tych samych miejscach -2 albo 0.

      Już wiemy, że nie będzie truskawek (wymarzły), podobnie czereśni, jabłek...

      Znowu ogromne straty dla nas ("jedzeniowe") dla rolników finansowe.

      A ja tak lubię jabłka odmiany golden delicious

      Mam nadzieję, że tych pysznych, soczystych, kruchych, winnych jabłek jednak nie zabraknie.

      A wracając do choroby, chcieliśmy uczcić ten dzień właściwie to już wczorajszy, szampanem, no ale ponieważ mam przedłużającą się anginę i biorę antybiotyki, to zrobiłam tylko deser, ze świeżymi malinami, ptyśkami małymi, waniliowymi, lodami, odrobiną bitej śmietany. Wyszedł wspaniały. Lubię bardzo trochę już rozpuszczone lody, więc zrobiłam sobie "paćkę", która nie zagrażała memu gardłu, a za to była przepyszna.

      Teraz jest już grubo po północy (2.40) i pewnie niedługo pójdę spać, o ile nasze Kochadełko Milaczek-Gryzaczek (tutaj z Misiem)

      pozwoli mi się położyć w moim własnym łóżku.

      A,  i kupiłam zielone, delikatniuśkie szparagi, mam zamiar je jutro zapiec z odrobiną szynki, w cieście filo.

      Mniam.

      Dobranocka!

      Quba

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „5 Rocznica”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 maja 2017 02:46
  • poniedziałek, 08 maja 2017
    • Dwa Święta

       

      Dzień Zwycięstwa i Dzień Bibliotekarza.


      A jeszcze dzisiaj mamy spotkanie w Czajniku.


      Tam dyskutujemy o przeczytanej książce.


      Spotykamy się z fajnymi ludźmi. to naprawdę bardzo ciekawe i sympatyczne popołudnie.

      Moja angina atakuje falami.

      Dwukrotnie zmagałam się z nią, leżąc w pościeli.

      W tamtym tygodniu tylko dwa dni były niełóżkowe. Dzisiaj wstałam, posprzątałam trochę, ugotowałam obiad.

      Teraz czekam na Misia, wróci z pracki i po obiedzie idziemy na spotkanie "książkolubowiczów".

      Martwię się o Milaczka. Już dwukrotnie spał w nocy między nami, jak dzidziuś, kopytkami do góry. Dzisiaj ukrywa się przede mną w dużym pokoju, w kociej budce transportowej. Ma tam wyścielone czystym ręcznikiem, więc sobie śpi. Wprawdzie Kotek jakoś za mną nie przepada, ale dotąd zawsze towarzyszył mi, kiedy gotowałam obiad. Dziś nie było go, zajrzał na chwilkę, kiedy kroiłam wołowinę i dostał troszkę, ale potem, zamiast siedzieć na stołeczku - poszedł.


      Zajrzałam do niego, pogłaskałam po główce, sprawdziłam nosek - suchy i ciepły. Żeby tylko nie okazało się, że zaraził się ode mnie,  bo to może być niebezpieczne.

      Zwykle ludzie boją się chorób odzwierzęcych, ale ludzkie choroby są o wiele bardziej groźne dla zwierząt.

      Biedny Pyszczorek, schował się do kącika, raczej w czasie choroby mojej, trzymał  się z daleka ode mnie, ale jednak spał w łóżku wczoraj, potem nawet u mnie na moich nogach, nie ruszałam się, żeby nie poszedł, ale troszkę tylko pobył i w końcu ułożył się wygodnie.

      Teraz nie wiem czy to jego taki humorek, zobaczymy, kiedy przyjdzie Miś, czy kotek rozweseli się i będzie bardziej żywy i ruchliwy... Martwię się...

      Czy ja nie mogę mieć normalnego, słodkiego, zdrowego kotka?

      Serdeczne życzenia dla Zwycięzców i dla Bibliotekarzy.

      Quba

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Dwa Święta”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 maja 2017 16:48
  • poniedziałek, 01 maja 2017
    • Międzynarodowe Święto Pracy

      Za wiki :  "

      Święto Pracy, Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy, popularnie zwany 1 Maja – międzynarodowe święto klasy robotniczej, obchodzone od 1890 corocznie 1 maja. W Polsce Święto Pracy jest świętem państwowym od 1950[1].

      Święto wprowadziła w 1889 II Międzynarodówka dla upamiętnienia wydarzeń z pierwszych dni maja 1886 w Chicago, w Stanach Zjednoczonych podczas strajku będącego częścią ogólnokrajowej kampanii na rzecz wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy.".

      Resztę przeczytajcie sami, jeśli chcecie.

      A pamiętam jak świętowało się w mieście!

      Cudownie przystrojone miasto, flagi, kwiaty, bukiety, tramwaje przyozdobione, ludzie odświętnie ubrani, dzieci szkolne najczęściej niosły jakieś chorągiewki, balony, grała orkiestra.

      Na trybunach stali najważniejsi z miasta. Przed trybuną poczty sztandarowe z wielu szkół.

      I pochód kolorowy.

      Aktor z Teatru Nowego czytał wiersze Gałczyńskiego, Tuwima, Broniewskiego.

      Było podniośle, ale nie sztywniacko.

      A po pochodzie szło się w umówione miejsce, w którym spotykaliśmy się z Rodzicami i Rodzeństwem i szło się do kawiarni. Na lody, ciastka, kawę, oranżadę, herbatę z cytryną...

      Zawsze byłam w mundurze harcerskim.

      I moje koleżanki, koledzy również.

      W 4 klasie Liceum prowadziłam drużynę zuchową.

      Dzieciaczki, pełne radości, trzymały się za rączki, miały jakieś kwiaty zrobione własnoręcznie przez mamy, takie maluszki.

      Dzisiaj są dorosłe. Niektóre spotykam, ale fajnie było wtedy prowadzić te dzieciaczki w "Plastusiowy Pamiętnik".

      Kochani, życzę Wam dobrego dnia dzisiaj i jutro, a także 3 Maja!

      Wiwat Maj!

      Buziaki!

      Quba

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Międzynarodowe Święto Pracy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 maja 2017 08:03
  • wtorek, 25 kwietnia 2017
    • Ciocia

      Zmarła Ciocia Olka. Jutro jedziemy na Jej pogrzeb, aż do Berlina.

      http://www.visitberlin.de/en

      [Sami zobaczcie to piękne miasto. Naprawdę piękne.]

      Zmierzcha się? Czy błąd fotografii?

      Wygląda, jakbyśmy oboje dojechali na rowerach, a teraz pozujemy do zdjęcia. Ale to (chyba) nie my.

      Kiedy byliśmy u Cioci w czasie ostatnich wakacji, mówiła nam, że ma  zorganizowane dwie uroczystości, na które już nas zaprasza.

      Pierwsza, to setne urodziny, miały odbyć się z pompą, bo przecież takie rocznice się świętuje z szacunkiem, radością, zadumą. Biedactwo, nie dożyła tej rocznicy.

      Nie wiem dokładnie, z którego dnia i miesiąca jest/była Ciocia, ale w tym roku skończyłaby tę setkę, a skoro nie pojechaliśmy na Jej urodziny, z pewnością miały się dopiero odbyć.

      Druga, zaplanowana przez Ciocię i opłacona uroczystość, łącznie z zapewnieniem noclegów, opłaceniem wszystkich spraw doczesnych, to pogrzeb Cioci.

      Zapięła wszystko sama na ostatni guzik.

      Teraz niech śpi w pokoju wiecznym. Amen.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Ciocia”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      wtorek, 25 kwietnia 2017 03:22
  • czwartek, 20 kwietnia 2017
    • Trudno

      się żyje. Bez naszej kotusi, maleńkiego kurczaczka, wróbeleczka. Wiem,

      wiem, że każdy już kiedyś musi przejść przez kolorowy, Tęczowy Most, że każdy ma swoje lata i swoje choroby, że lepiej iż tak się stało, niż gdyby miało zdarzyć się inaczej, ale nam tak smutno, pusto i tęskno za kocią Agateczką

      Za każdym razem, kiedy słyszę jakąś smutną piosenkę , zalewam się łzami, nie mogę uspokoić się i i pogodzić z tym, że to biedniusieńkie, maleńkie dziecko kocie, niemal natychmiast po diagnozie umarło.

      To dla Ciebie Myszeczko Kochana...


      Serce się rwało na strzępy, kiedy widziałam Maluszkę podchodzącą do

       

      miseczki i oblizującą się. Znalazłam, dzięki mądrym informatykom kociolubnym, preparaty do karmienia strzykawką. Puszka 40 dag poszła cała i nawet Milaczek dostawał, potem saszetki szły do strzykawki, jedna po drugiej, a Maleństwo jadło, nawet, powiedziałabym : pędzlowało!


      Potem ulubiona nasza i Agatki, pani doktor znalazła nam też płynną karmę i to taką, że była smaczna (spróbowałam), było jej sporo i na początku wszystko było zjadane, działała przemiana materii, a nawet zaczął znikać brzuszek mocno okrągły, spuchnięty, wydęty wstrętnym chłoniakiem.


      Dzidziunia, zdawać by się mogło, poprawia się troszkę, lepiej czuje, no nie biega, rzecz jasna, ale jakaś taka raźniejsza.

      A ludzie mówią, że każdemu właśnie przed samą śmiercią bardzo się poprawia.

      Tak było też z naszym Wróbelkiem maleńkim. Nakarmiłam Myszeczkę maluśką, napoiłam, Miś przytulał, zawijaliśmy w sweterek, a tu okazało się, że trzeba Kicię ułożyć już tak, jak zostanie na zawsze jej ciałko maleńkie.

      Wiadomo, że duszyczka natychmiast pobiegnie tam, gdzie jest ten cudny ratunek ostateczny - Tęczowy Most. Szybko otworzyłam okno i pobiegła...

      Moje 12 latek Szczęścia. Kochanie Maleńkie, delikatne jak piórko białe...

      Masz Agatko jeszcze zabawki, żeby Ci było wesoło, chociaż żegnam Cię z miłością, we mnie wciąż trwa rozpacz nieutulona...

      Pa, Córeńko!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Trudno”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      czwartek, 20 kwietnia 2017 07:55
  • piątek, 07 kwietnia 2017
    • Nie udało się

      uratować Agatki. dopiero teraz jako tako się uspokoiłam, mogę napisać.

      Nasza Kotuleńka, zawinięta w ciepły różowy kocyk z kwiatkami, dostała jeszcze gałązkę Forsycji i Drzewka szczęścia,Poszła za Tęczowy Most, wiedząc, że tam będzie szczęśliwa.

      I tak sobie siedzimy w domu, wsłuchujemy się w różne szmery, o coś czarnego poruszyło się za firanką. To na pewno Agatka!

      Naprawdę przyszła do nas sama, miała wtedy w sobie rozpacz głodnego kotusia.,odważyło się Dziecko wejść do jaskini lwa!

      A tam w środku obeszła Kotulka całe pomieszczeniem utkwiła swoje złote oczy w niebieskich oczach pana, który wcale nie okazał się lwem, a raczej dobrym człowiekiem. Ponieważ nic nie miał do jedzenia, zamknął sklep razem z Kicią i pognał do spożywczaka.

      Kiedy maluszka dostała już upragniony posiłek, zaczęła mruczeć. Jadła i mruczała, kiedy skończyła, rozejrzała się, wybrała najmiększe krzesełko i powiedziała :”teraz będę spała”

      Po trzech takich wizytach, Miś (bo ten Pan był właśnie, zaczął opowiadać Pani o dziewczynce kociej. Ale Pani mając ma uwadze Figlaszka, obawiała się wojny między koteczkami.

      Jednak pewnego dnia, Quba wracała po południu z pracy, więc poszła do Misia, żeby razem wrócili do domku.

       

      Miś podniósł dłoń i pokazał Kicię, która zmierzała schodkami prosto do gabinetu kosmetycznego, za którym było solarium. Quba podeszła do Kici, wzięła ją na ręce, Agatka przytuliła główeczkę do piersi mamusi i już były swoje.

      W domu Figlaszek czekał na wszystkich, ale najbardziej na Kicię, która od razu, bez jakiegokolwiek tłumaczenia sprała go po pyszczku, zostawiając krwawe blizny na białym nosku nowego braciszka.

      Ale w końcu ta agresja ustała.

      Czy kociaczki od razu się zaprzyjaźniły i pokochały. Hm... trudno stwierdzić.

      W każdym razie po dwóch tygodniach Quba i Miś musieli wyjechać na kilka dni. Wówczas, te dwa małe drapichrusty zorientowały się, że są same i wówczas pokazały się z jak najlepszej strony. Przytulone spały sobie na łóżku Rodziców,

      I tak już wtedy zostało – Agatka spała u mamusi, a Figlaszek z tatusiem.

      Na noc podpisywały rozejm. Były grzeczne, kochane i kochające. Odeszły po Tęczowym Moście w odstępie dwóch lat.

      Mam nadzieję, że są szczęśliwe i radosne.

      A ja płaczę... A przecież wierzę, że spotkamy się w przyszłości na tym Świecie do którego idzie są po Tęczowym Moście.

      Nie ma Agatki, mojego wróbelka który szczebiotał codziennie na dzień dobry, pięknie witał cały świat - nas, Figlaszka,, słońce, wiatr, niebo, śniadanko, zabaweczki, Agatka zawsze radosna zgasła tak nagle, wszystkiego razem było niecały miesiąc. Ale Kicia już nie chciała żyć. Apatyczna, smutna, nie ta... Jedyne co jakąś dawało Agatce jeszcze radość, to kiedy szłyśmy spać i maluszka przytuliła się do Quby i mruczała bardzo głośno, taki znak, że jest teraz, właśnie w tej chwili – bardzo szczęśliwa. I niech taka zostanie w naszej pamięci.

      

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Nie udało się”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      piątek, 07 kwietnia 2017 08:38
  • niedziela, 26 marca 2017
    • Opowieść

      Dobra Wróżka

       

      Była sobie mała dziewczynka, która nie miała nikogo na świecie, ani mamy, ani taty, żadnej siostry ani brata, nawet żadnej cioci, czy babci.

      Wszyscy wołali na dziewczynkę Kicia, bo był maleńka i przemiła jak mały kotek.

      Ale kicia była bardzo nieszczęśliwym dzieckiem, wszyscy ją przeganiali, każdy chciał aby Kicia pomagała mu przy pracy, ale ponieważ dziewczynka nie miała nikogo na świecie, nikt nie płacił Kici za jej pracę. Nie było kogoś, kto zapyta „Kiciu, czy jadłaś coś dzisiaj?”

      I tak dziewczynka błąkała się po świecie, bez żadnej perspektywy, że będzie jej lepiej.

      Jadła to, co znalazła w pobliżu śmietników, a czasem nawet zakradała się do miseczek bezdomnych kotków, które karmili mieszkańcy osiedla. Kici nikt nie wystawiał miseczki, ani z jedzeniem, ani z mleczkiem.

      Bardzo była biedna, cierpiała i wciąż była smutna.

      Pewnego dnia, kiedy Dziewczynce wydawało się, że to jest właśnie najgorszy dzień w jej życiu, bo od rana była bardzo głodna i nie mogła niczego znaleźć, nawet kocie miseczki były puste, Kicia usiadła na skrajuszku trawnika, nakryła rączkami buzię i cichutko, z rozpaczy płakała. Nagle podeszła do dziewczynki jakaś obca, ale bardzo ładna pani i zapytała :”Kiciu, dlaczego płaczesz”, a Dziewczynka zdziwiła się : „Skąd pani wie, jak mam na imię?”.

      „Jestem wróżką”, padła odpowiedź i mogę ci pomóc. Jeśli się zgodzisz, zrobię tak, żebyś już nie była głodna, ani samotna.

      Dziewczynka spojrzała z niedowierzaniem :”ale jak pani to zrobi?”

      Jeśli się zgodzisz, zamienię cię w małego kotka. To już będzie na zawsze taka przemiana, ale musisz głośno powiedzieć, że się zgadzasz na taką przemianę.

      „Ale dlaczego w kotka”?

      Kotki, zwłaszcza małe, są bardzo kochane na świecie, bo są malutkie, pięknie się bawią, troszkę łobuzują, ale są śliczne, wszyscy je kochają i każdy chętnie przyjmie do domu małego kotka.

      O wiele chętniej ludzie wezmą do domu małego kotka aniżeli małą dziewczynkę.

      Czy się zgadzasz Kiciu?

      Tak – odpowiedziała Dziewczynka.

      Wobec tego wypowiedz głośno całym zdaniem, że chcesz aby Wróżka zamieniła cię w małego kotka.

      A kiedy dziewczynka wypowiedziała głośno, że się zgadza, Wróżka zapytała Kicię, jakiego koloru chciałaby mieć futerko?

      Ale Kicia nie wiedziała.

      Pani przedstawiła jej możliwości wyboru : możesz mieć futerko całkiem białe, albo białe z łatkami, a także szarobure, beżowe, rude z białymi łatkami, czarne z białymi bucikami, albo zupełnie czarne, a biały  zostanie ci tylko jeden malutki wąsik.

      Kicia zgodziła się na ostatnią propozycję : „Chcę mieć czarne ubranko, bo nie będzie mnie widać w nocy, kiedy trzeba szukać jedzenia.

      W takim razie będziesz czarną Kocią Dziewczynką, a ponieważ jako dziewczynka, miałaś na imię Kicia, teraz dostaniesz ludzkie imię :”Agatka”.

      Musisz być ostrożna, za bardzo nie ufaj ani ludziom, ani kotkom, a kiedy będzie ci całkiem źle i ciężko, westchnij tylko „Dobra wróżko, przyjdź po mnie”.

      Pani machnęła swoją czarodziejską pałeczką – różdżką, a Kicia Dziewczynka ludzka, stała się kocią niedużą dziewczynką.

      I już na trawniku siedziała sobie mała czarna koteczka.

      Najpierw tylko siedziała i patrzyła swoimi złotymi oczkami na świat, który teraz był dużo większy, drzewa i domy, a nawet ludzie o wiele wyżsi.

      Agatka mrużyła oczki, żeby słoneczko jej na zaszkodziło, a wszyscy ludzie idący wzdłuż trawnika patrzyli i zachwycali się malizną, że taka śliczna, maleńka i pewnie się zgubiła.

      Nagle podeszła jakaś starsza pani z miotłą i krzykiem :”wynoś się ty przeklęty czarny diable, żeby mi tu nie było po tobie śladu” i zaczęła wymachiwać miotłą.

      Agatka uciekła szybciutko z trawnika na chodnik, a tam stał duży dom z czerwonej cegły, a taki piękny, w jakim koteczka chciałaby mieszkać, gdy jeszcze była dziewczynką.

      Na parterze były szeroko otwarte złotawo zdobione drzwi, więc Agatka bez strachu weszła do środka. Tam siedział pan i pracował, ale kiedy zobaczył Małą Kicię Agatkę, szybciutko zamknął sklep i poszedł kupić coś do jedzenia, ponieważ chyba słyszał, kiedy kiciunia powiedziała :”daj mi szybko jeść, bo jestem taka głodna, że chyba tu umrę”.


      Kiedy wrócił, Agatka dostała jeść, a potem powiedziała :”tak tu miło i cicho, że sobie odpocznę”, po czym weszła na miękkie krzesełko, które stało daleko od drzwi i po prostu umyła się cała, potem ugniotła trochę kluseczek, żeby jej było mięciutko, a na koniec ułożyła się wygodnie i zasnęła.

      A po trzech godzinach, jakaś pewniejsza siebie, najedzona i wypoczęta podeszła do pana i rzekła : „ jesteś taki miły i dobry, że chciałabym, byś był moim tatusiem”.

      Pan zrozumiał. Chociaż za dobrze nie znał kociego języka, ale jednak pojął o czym ta mała czarnulka mówi.

      Czas mijał, dni biegły jeden za drugim, a Agatka regularnie co dwa dni przychodziła do pana na śniadanko.

      Kiedyś pan zrobił Agatce zdjęcia by pokazać pani z wiadomością, że mogliby zabrać tego malutkiego kotka do domu na zawsze.

      I tak się stało.

      Agatka była bardzo szczęśliwa.

      Zyskała braciszka, też kotka, tylko miał rude futerko z białymi zdobieniami a na imię mu było Figlaszek, bowiem bardzo śmieszne figle i psoty robił, kiedy jeszcze był malutki.

      W domu było dobrze, pan okazał się tatuniem, a pani – mamunią,

      wszyscy bardzo się kochali i często brali na ręce koteczki, aby je przytulać, pogłaskać, popieścić, a kociaczki mruczały, pełne szczęścia. Można było skakać mamie po brzuchu, a tacie po klatce piersiowej kiedy się położyli. Można było biegać, łapać myszki, kolorowy świat oglądać z balkonu i cieszyć się, że się nie głoduje, jest cieplutko i wreszcie Agatka nie jest samotna. Ale nie utrzymało się to na zawsze, koteczki oba już długo żyły pod jednym dachem u mamusi i tatusia.

      Minęły lata. Koci braciszek rozchorował się i odszedł po Tęczowym Moście” na drugą stronę.

      Znowu dni płynęły w równym tempie, rano kituńka dostawała śniadanko, potem zostawała sama w domu, a kiedy pani i pan wracali z pracy to się dopiero działo!!!

      Po jakimś czasie rodzice przywieźli do domu innego kota, ale on był dla Agatki niedobry i często ją tarmosił.

      Mama rozdzieliła kociaczki i znów było miło.

      Pewnego dnia Kicia Agatka przestała jeść, patrzyła na miseczkę z pysznościami, ale nie mogła nic wziąć do buziaczka.

      Widać było, że boli Kicię coś i dokucza bardzo.

      To były ząbki, które pani doktor usunęła Agatce, wcześniej podawszy jej narkozę.

      Zrobiono w klinice badania i okazało się, że Agatka jest bardzo chora.

      Trudno było patrzeć na to, co się z Kicią działo, ale rodzice nie załamywali rąk, kupowali takie jedzonko, które można było podawać przez strzykawkę.

      Karmili swoją śliczną kocią córeczkę, poili. Mamusia przeniosła się do innego pokoju, aby Agatka nie zostawała sama. Wieczorem, kiedy kładły się spać, Kitunia tak mocno się przytulała, z całych sił i mruczała głośno, chyba znowu była szczęśliwa...

      Pewnego wieczoru, kiedy jak zwykle mama i tatuś karmili swoje kochane maleństwo, potem jeszcze dawali pić też strzykawką, Agatka, której już trudno było chodzić, a jednak zawsze chodziła do kuwetki, kiedy więc Agatka zmęczona karmieniem, leżała u mamuni na kolanach i odpoczywała, widać było, że bardzo już trudno jest maluszce żyć.

      Wtedy nagle oboje rodzice usłyszeli cichy szept kotusi : „ „Dobra wróżko, przyjdź po mnie”.

      Przytulanki kiciowanki trwały jeszcze troszkę, ale było widać, że oddech jest coraz płytszy.

      Nagle wiatr otworzył drzwi na balkon, a tam – stała piękna pani z różdżką w dłoni, której jeden koniec skierowała na Agatkę, a ta westchnęła ostatni raz...

      Czy poszła do Figlaszka po Tęczowym Moście?


      Z całą pewnością... Była przecież głęboka noc, a z daleka rozlegały się głośne miau - miauy, które zaczęły się ściszać, brzmiały, jak gdyby dochodziły z bardzo daleka, coraz ciszej i ciszej i zostaliśmy sami...

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Opowieść”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      niedziela, 26 marca 2017 15:13
  • czwartek, 23 marca 2017
    • Słoneczko świeci

      Słoneczko świeci

       

      troszkę. Rano nie było tak ładnie.

      Codziennie ze zgrozą patrzę na naszą biedną Agateczkę.

      Biedulka mała. Taka kochana. No, po prostu, mimo tego, że ma 12 latek, wygląda jak koci dzidziuś.

      Karmimy ją strzykawką. Odpycha rączką moją dłoń.

      Kiedy ją wieczorem przytulam, mruczy słodko kiciunia.

      Tak mi szkoda tej malizny. Chociaż brzuszek zrobił się mniejszy, ale to też niezbyt dobrze, bo chyba to jest proces wysychania. Kicia ginie. To pewne.

      Mamy rozkrwawione serca i cierpimy razem z nią.

      Mimo starań naszych, nie uda nam się Agatki uchronić przed najgorszym.

      Ach, malutka ma dopiero 12-13 lat, mogłaby jeszcze pożyć.

      Tak się to stało nagle, przestała jeść, wyrwaliśmy zepsute ząbki, kiedy odebraliśmy malutką od weterynarza, szybko się pozbierała, bardzo tuliła, mruczała, całą noc wędrowała z mojego brzucha na stolik, koło łóżka, gdzie miała miseczki z jedzeniem i jadła. Potem wracała, za chwilę znów szła skubnąć z miseczki.

      Teraz, kiedy stawiam jej miseczkę, oblizuje się, ale nie je. Próbuję dać jej do buziaczka chociaż troszkę saszetki, ale to na nic.

      Dobrze, że jest taka karma, która pozwala karmić Agatkę raz dziennie, po 12-15 mililitrów, bo karmieniem substancją z puszki męczyliśmy ją bardzo. Jednak, mimo że odczuwała głód, a na widok strzykawki z karmą, ciekła Agatce ślinka, to w czasie, kiedy podawaliśmy prosto do dzióbeczka – bardzo się kicia broniła.

      Teraz sobie śpi w domku, a wieczorem, kiedy pójdę spać, wezmę ją do siebie i Agatka zamruczy mi dobranockę.

      Moja śliczna, maluśka Żabeczka.

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      czwartek, 23 marca 2017 20:04
  • wtorek, 21 marca 2017
    • O Agatce jeszcze...

          

        Dzisiaj byłam w klinice weterynaryjnej po karmę dla Agatki. Dotąd stosowaliśmy karmę Medicare CR. Poszłam więc po to, bo mi się kończyła puszka. Zauważyła mnie pani doktor, która opiekuje się Agatką i zapytała o Kicię. Opowiedziałam o Agatce  wszystko, co się z Kicią dzieje, że Agatka chce jeść karmę z puszki tę płynną, bowiem na widok tej strzykawki już jej ślinka cieknie, że chodzi biedulka nieporadnie, z wielkim trudem, bo ma ogromny brzuszek. I wszystko co było wg mnie ważne.
      Pani doktor poleciła inną karmę, taką bardzo energetyczną, której podaje się 6 mililitrów na 1 kg wagi ciałka kotka, raz na dobę, a jeśli ktoś chce - może to rozdzielić na kilka razy. 
      Wobec powyższego, Agatka teraz w ciągu doby będzie miała mniejszy stres, bo mimo, że jest głodna i chce jeść,to jednak trudno się karmi dziewczynkę, albowiem Kicia troszkę buntuje się przeciw temu wlewaniu do pysia karmy.
      Teraz kiedy będzie dostawała niemal to samo, ale w innej porcji, bowiem dużo bardziej skoncentrowane - Kici będzie lżej. Ta nowa karma jest trwalsza, bowiem można ją trzymać w lodówce otwartą tydzień, ale ja zabezpieczam otwór folią do żywności.
      Nadto pani doktor powiedziała, że Agatka ma taki duży brzuszek nie dlatego, że chłoniak tak się rozpanoszył i rozrósł, ale dlatego, że w brzuszku zbiera się woda i można ją ściągnąć, więc umówimy się jak najszybciej, może na czwartek się uda, a Kituleńce na pewno ściągnięcie wody z brzusia sprawi ogromną ulgę.
      Kochani, to spełnienie modlitwy nas wszystkich.
      Pani doktor powiedziała mi, że chłoniak nie jest bardzo inwazyjny i Agatka, jeśli będziemy pilnować tego ściągania wody, może jeszcze trochę pożyć.
      Karma, którą kupiłam dzisiaj, stymuluje apetyt i pragnienie.
      Kochani, cieszę się ogromnie.
      Ale nie poprzestańmy na tym, proszę Was, abyście, tak jak i ja, nadal prosili Boga o Agatkę. :buziak;  :buziak;  :buziak;  :buziak;  :buziak;  :buziak;
      Dziękuję.
      Serdeczności!

      Quba

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „O Agatce jeszcze...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      wtorek, 21 marca 2017 22:20
  • piątek, 17 marca 2017
    • Nasza Anulka

       

      Kochana Dziewczynka, Ania, odeszła dwadzieścia lat temu.

      Zawsze się zastanawiam, kim byłby Ania, gdyby została z nami.

      Kochana Dziewczynka, lubiła żonkile, nawet kiedyś poprosiła w którymś ze sklepów, żeby pochowano Ją w żonkilach.

      Nie powiedziała tego nikomu z rodziny, pewnie by nikogo nie martwić.

      Będę Anię pamiętała zawsze, bo to taki kurczaczek był.

      Słoneczna, zawsze uśmiechnięta buźka, radość na twarzyczce, ale bardzo chore serduszko.

      Wiem, że nie powinno się zakłócać spokoju osobom, które przeszły tę jedną, ostatnią granicę, ale może nie spowoduję tym wpisem niepokoju Ani.

      Kochana Maleńka!

      Zawsze byłaś małą dziewczynką i taką już pozostaniesz w naszej pamięci.

      Anulko, kocham Cię,  nie ma Cię już tyle lat tutaj, na Ziemi, z nami, ale nigdy nie przestaniemy Cię kochać i o Tobie pamiętać, Kochana Siostrzeniczko!

      Póki pamięć dopisze, zawsze  będę Cię pamiętała i kochała.

      Quba

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      piątek, 17 marca 2017 15:02
  • czwartek, 02 marca 2017
    • Nasza Pimpuńka

      Agatka. Sobie śpi pod kocykiem. Rano znowu uciekała i nie wiadomo kiedy schowała się pod fotelem.

      Wygarnęliśmy Agatkę i została nakarmiona.

      Oczywiście uciekła pod łóżko, ale ponieważ wzięłam szczotkę, aby troszkę pozamiatać także pod łóżkiem, to się Malutkasek tak przestraszyła, że uciekła pod kocyk na łóżku.

      Wolę, kiedy leży na miękkim łóżeczku, niż na pudle maszyny do szycia - pod łóżkiem.

      Teraz widzę, że śpi sobie na wierzchu.

      Cieszę się bardzo. Za chwilę pójdę do weta po nowe saszetki. Trochę rozbój, bo taka saszetka kosztuje, qurczę, 1o złotych. No sami powiedzcie, czyż nie jest to troszkę naciąganie? Mała saszetka, wcale nie jest niesmaczna, wczoraj spróbowałam, to smak rozpuszczonego mleka w proszku.

      Amelka radziła mi, bym blendowała ten proszek z zawartością saszetki. Sądzę, że to bardzo dobry pomysł.

      No to idę do weta.

      Kochani, trzymajcie paluszki zgięte, bo takie "czary" też pomagają.

      U nas słoneczko, ale wiatr zimny, jednak raźniej się wstaje. I dobrze!

      Buziaczki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 marca 2017 10:01
  • sobota, 25 lutego 2017
    • Idzie wiosna?

      Idzie! bardzo dziś huragan narobił szkód, ale pachnie wiosną.

      Nie widać, chociaż parę kwiatków już wzeszło.

      Ale pachnie troszkę inaczej powietrze.

      Niedługo badania w Zakopanem.

      Ech, czas biegnie bezlitośnie, byliśmy tam przecież chwilę temu, bo we wrześniu.

      Teraz luty dobiega końca i dobrze, bo kończy się zima, więc ją hejtuję bezlitośnie. Idź sobie zimo brzydka, nie przychodź z mrozem, śniegiem, ani innymi żywiołami.


      Smutek w domu. Agatka szykuje się do przejścia po Tęczowym Moście. Najgorsza jest bezsilność. Nic nie możemy już zrobić.

      Rozważam zaniesienie Agatki na kroplówki, ale Przyjaciele, którzy mieli podobnie ze swoimi pupilami odradzają, twierdząc, że to męczenie koci i trzeba jej dużo czułości i miłości, ale pozwolić Agatce odejść.

      Pamiętam takie lato, kiedy Figlaszek nie jadł i nie pił, nosiliśmy go na kroplówki, ale nie stwierdzono u niego raka. Żył potem jeszcze trzy lata.

      Nie wiem, nie wiem co robić.

      Karmić strzykawką się nie da, bo ucieka i nie mogę za Agatką wejść pod łóżko, nie mogę podejść, pogłaskać, bo też ucieka.

      Nasza kochana Bieduleńka.

      Na przemian modlę się i płaczę.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Idzie wiosna?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      sobota, 25 lutego 2017 00:20
  • poniedziałek, 13 lutego 2017
    • Nowy smutek, życie nas nie pieści...

      Kochani, nasza najsłodsza Agateczka :kotek: jest bardzo ciężko chora. W brzuszku ma groźnego raka - chłoniaka. Na dodatek wiele przerzutów. Pani doktor powiedziała, że to jest nieoperacyjne.
      Kicia jest bardzo leciutka, waży troszkę ponad półtora kilograma, cichutka, przeważnie chowa się w sypialni pod łózko, gdzie zrobiłam jej posłanie, niech nie leży na podłodze.
      Biedulka, wczoraj pod narkozą wyrwaliśmy Agatce kilka ząbków, bo były zepsute i podeszły ropą.
      Nasza Kochana Córeczka po prostu dożywa... Mam nadzieję, że ten cholerny chłoniak jej nie boli, będziemy podawać leki, które może zatrzymają rozwój choroby, a może nawet ten wstrętny nowotwór się trochę zmniejszy.
      Płaczemy bardzo, nawet Milaczek bardzo rozżalony.
      Teraz jest w domku bardzo smutno... :beksa:

      Kochani, doskonale pamiętamy rozpacz :(  Pa:beksa:na Areczka z powodu tego, że naraził Kubunia :kotek: na niepotrzebne cierpienie w ostatnich tygodniach życia Kiciusia. Już Pan Areczek i wiele osób spośród Was przestrzega mnie, przed niepotrzebną operacją, oddawaniem /Agatki do lecznicy, itp.
      Nie, Kochani! Nie mamy takiego zamiaru. Wiemy, że rak jest nieoperacyjny, ale to nie znaczy, że będziemy Ją, naszą kochaną Kiciulkę, poddawać jakimś torturom, spowodowanymi badaniami, pobieraniem próbek, działaniami chirurgów.
      Dajemy Agateńce wiele miłości, bo to nasz Kochany, Maleńki Wróbeleczek, Agatka bardzo pięknie rano wita się z Misiem i wieczorem też przychodzi do Tatunia się głaskać. Bardzo ją kochamy, na pewno nie popełnimy tego błędu, przed którym wszyscy mnie przestrzegacie.
      Kochamy wszystkie Koteczki świata, a naszą Agatuńkę bardzo, bardzo.
      Codziennie przytulamy naszą maleńką Córcię, pieścimy, głaszczemy, delikatnie hołubimy, opiekujemy się naszym skarbeczkiem.
      Nie poddamy jej eutanazji, w końcu mnie też nie poddano eutanazji z powodu mojej choroby, a ja wciąż wyrzucam sobie, że tak się stało z Figlaszkiem, a powinniśmy może byli spróbować go leczyć. Ale trudno, stało się.
      Pani Doktor obiecała lekarstwo, które być może spowoduje, że choroba się zatrzyma, a może nawet chłoniak się trochę zmniejszy.
      A ja z kolei wiem, że będę kołysała naszą Agateczkę, będę jej strzegła i trzymała w objęciach, aby Kicuńka jak najdłużej żyła.
      Dziękuję Wam wszystkim za to, że jak zawsze - stanęliście przy nas i jesteście z nami, dodajecie nam ducha swoimi dobrymi radami oraz pamięcią i modlitwą, a także serdecznymi myślami. Kochani, ściskamy Was serdecznie i dziękujemy za wszystkie dobre słowa.


      Quba, Miś, Agatka i Milaczek :zakochany: :zakochany: :zakochany: :serce: :serce: :serce:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Nowy smutek, życie nas nie pieści... ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 13 lutego 2017 19:45
  • środa, 01 lutego 2017
    • Bardzo chora

      jestem. Bardzo chora.

      Anioł Śmierci Giotto di Bondone, Wniebowzięcie Marii Magdaleny, 1320 r

      Nie byłam w Poradni Leczenia Bólu. Dziś. I jutro nie uda mi się to. Poradnia działa 1 raz w tygodniu.  Nie mam czym oddychać, bo trudno mi zaczerpnąć powietrza, albowiem, płuca które nie bolą - mnie bolą. Nie mogę rozmawiać. Ubrania zmieniam co kilkanaście minut. Dobrze, że kaloryfery grzeją wspaniale. T schnie. Nic dobrego...

      Mam dosyć.

      Naprawdę, już wystarczy.

      Boże, zmiłuj się.

       

      Wdziej szatę lekką, białą, zwiewną, pajęczą;
       Rzuć na hebanowe swoje włosy perły rosy,
      Lśniące zimnych
      barw tęczą.

      O przyjdź, jesienią -
      Owiana skargą tęskną, rzewną żurawi,
      W dal płynących szarą niebios tonią,
      tchnącą wonią Kwiatów,
      które mróz krwawi.

      O przyjdź, jesienią -
      W chwilę zmierzchu senną, niepewną -
      i dłonie Swe przejrzyste, miękkie, woniejące
      na cierpiące Połóż mi skronie
      o Śmierci!...

      

                     Quba

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Bardzo chora”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      środa, 01 lutego 2017 12:29
  • piątek, 20 stycznia 2017
    • Co z tym blogiem, Qubusiu?

      Rozmawiamy sobie o tym, w którym sklepie jest słoninka.

       

      Przestałaś pisać.

      Ano tak to wygląda, dużo używam Facebooka, rozmawiam z ludźmi, bowiem tego mi brakuje na co dzień. AA kiedy się tam wygadam, napiszę np. trzydzieści komentarzy, będących jednocześnie opowieściami, już nie starcza mi weny, by pisać blog.

      Ale nie jest najgorzej, tylko pogoda brzydka, bo pochmurno, kożuch wisi nad miastem, nie ma czym oddychać. Nie otwieramy okien już długo, w ogóle nie otwieramy bez potrzeby, ale ponieważ mamy duży korytarz, wietrzy się mieszkanie samo, kiedy otwieramy drzwi na klatkę schodową.

      We wspomnieniu z Facebooka sprzed 3 lat znalazłam wpis na blogu, otóż 20 stycznia też było buro i ponuro. I paskudnie. Wtedy jeszcze nie leczyłam depresji, więc z pewnością było mi sto razy gorzej. Dzisiaj jest ze mną, mimo podłej pogody, o niebo lepiej.

      Ale ogólnie to powiem tak : wygrałam z nowotworem, przegrywam z bólem. W poradni Leczenia bólu za każdym razem zmieniamy leki, albowiem organizm się do nich przyzwyczaja.

      Jakoś to znoszę z mniej lub bardziej udawaną miną, czasem trudno mi się jednak z tym pogodzić.

      Ale zbliża się wiosna, już niedaleko jest, Dorotka mi powiedziała, a Jej wierzę bezgranicznie.

      Wobec tego zaczynam wypatrywać pierwszych oznak wiosenki prześlicznej.

      W tym tygodniu byłam tylko w poniedziałek w przychodni, a poza tym nigdzie nie wychodziłam. Przykrzy mi się z tego powodu, wciąż albo coś piszę, albo czytam, oglądam trochę telewizję, najczęściej na Kulturze, na Historii, dowiaduję się ciekawych faktów z niektórych historycznych dokumentów, a na Kulturze dobre filmy, niszowe filmy, które nigdy nie miały, ani nie będą miały szerokiej publiczności.

      I tak sobie spędzam czas, trochę gotuję, wprawdzie nie zawsze mam tyle siły, ale staram się, ile mogę.

      Dzisiaj w nocy nie spałam w ogóle, potem dzionek przeżywam „na wysokich obrotach”, mogę więcej zrobić, mam więcej siły, w takich dniach udaje mi się posprzątać mieszkanie, jeszcze czasem poczynić zakupy, ugotować obiad, przygotować jakiś skromny deser. Teraz robimy chude desery, bowiem oboje mamy zamiar zrzucić ze dwa kilo z wagi. Każdy kilogram na minus to lepsze samopoczucie.

      Kochani, jest piątek, a jutro Dzień Babci i w niedzielę Dzień Dziadka, więc będę szykować coś dla miłych, kochanych gości.

      A teraz życzę Wam słonecznego, pięknego weekendu.

      Papa!

      Quba

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (7) Pokaż komentarze do wpisu „Co z tym blogiem, Qubusiu?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      piątek, 20 stycznia 2017 09:51
  • piątek, 13 stycznia 2017
  • piątek, 06 stycznia 2017
    • Dzisiaj święto

      Trzech Króli, inaczej Epifanii, Objawienia Pańskiego.


      Będzie orszak przez miasto wędrował.

      Zobaczymy, czy będziemy uczestniczyć w tej uroczystości, pewnie, jeśli będzie mróz i śnieg, to nie, bo jednak nie możemy narażać zdrowia, ponieważ potem trudno do niego wrócić.

      Sypie od trzech dni, a teraz już jest 10 stopni mrozu.

      Noc głęboka. Wczoraj nie spałam w ogóle, ciekawe, czy dzisiaj zasnę.

      Kiedy nie śpię w nocy, potem w ciągu dnia jestem na bardzo wysokich obrotach.

      Zwykle, na drugi dzień sen mnie morzył już o 19.00. Tym razem, już po raz drugi, bowiem poprzednio tez tak było, że nie spałam dwie noce pod rząd, ale to jest bardzo nieprzyjemne, bowiem po dwóch nieprzespanych nocach jestem wyczerpana.

      Wczoraj znowu byłam w Poradni Leczenia Bólu i z radością muszę przyznać,  że teraz dostaję leki, które przynoszą mi wyraźną ulgę. Nie, żeby od razu całkiem przestało mnie boleć i to na zawsze, ale jednak te nowe środki bardzo pomagają.

      Cieszę się, że jutro znowu pobędziemy z misiem razem, ponieważ codziennie zostaję w domu niemal na cały dzień, podczas gdy Mis wraca do domu z pracy już po ciemku.

      Ale już widać styczniowe słońce.  Świeci ostatnio ok 14.00 aż do zachodu i niebo jest piękne, a śnieg skrzy się w promieniach słońca, które już pod innym kątem padają na świat i samo to sprawia, że czuję ten dzień dłuższy o kilka, czy kilkanaście minut.

      Dzisiaj widziałam klucz dzikich gęsi, lecących na zachód, to znaczy, że dopiero zima się zacznie, mam nadzieję, że tylko na dalekiej północy, a u nas jednak zelżeje.

      Życzę teraz Wszystkim dobrego weekendu, pełnego ciekawych przeżyć związanych z jutrzejszym  Świętem.

      Quba

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Dzisiaj święto”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      piątek, 06 stycznia 2017 02:18
  • niedziela, 01 stycznia 2017
    • Nowy Roczek już ma dzionek,

      jeszcze z niego miły dzidziuś.

      W ciągu dnia miał dla nas słoneczko, a co nam szykuje na potem?

      My zaczynamy się już szykować do Wojnowa, a więc w naszych marzeniach rowery.

      Ale przede wszystkim należy zadbać o zdrowie, bo coraz gorzej z nim, te i inne niedomagania potrafią bardzo dokuczyć w życiu.

      Dzisiaj spędziliśmy dzień wspólnie, jak to już dawno nie zdarzyło się, a wieczorem Miś pomógł mi zrobić wuzetkę, którą uwielbiamy. Miaała być robiona wczoraj, ale w domu było tyle jedzenia, że nie było sensu.

      Dziś spędziliśmy wspólny czas przemiło, wspominaliśmy najbliższych, nieżyjących już ś.p. Rodziców, jak i innych bliskich Krewnych, którzy dawno odeszli.

      Mam nowy komputer i troszkę się z nim zmagam, tym razem nie będzie żadnego obrazka, ale w końcu to opanuję.

      Życzę Wam dobrej nocy, pierwszej w tym Roczku.

      Quba

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Nowy Roczek już ma dzionek,”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 stycznia 2017 21:36
  • sobota, 31 grudnia 2016
  • czwartek, 22 grudnia 2016
    • Wesołych Świąt!!!

      Wszystkim Bliskim Osobom, Naszym Siostrom, Braciom i Ich Rodzinom i Dzieciom oraz wnukom,  Przyjaciołom, Dobrym Znajomym, Koleżankom i Kolegom, tym, którzy wciąż istnieją w moich myślach, wspomnieniach  i sercach, ich podopiecznym, naszym Wszystkim Zwierzolubom, Kociarzom, Psiarzom i zwykłym, ale dobrym Ludziom ślę życzenia wszystkiego najlepszego, spokojnych, zdrowych Świąt Bożego Narodzenia oraz wszelkiego Dobra, a nade wszystko zdrowia na Cały Nowy Rok 2017 wraz z uściskami od nas

      Quba, Miś, Agatka, Milaczek

      Wesołych Świąt.

      Quba

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      quba
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 grudnia 2016 22:32

Kalendarz

Sierpień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Liczniki

Opcje Bloxa