Na przekór

Wpis

sobota, 19 października 2013

Znowu leje

I znowu nie mogę powiedzieć, żem radosna. Zimno mi strasznie, za chwilę gorąco, łapię powietrze jak ryba. Już weekend. Kolejny. I siedzę, czytam, piszę, oglądam w tv stare filmy i marnuję czas, chyba nie mam zbyt wiele siły. Chciałam wyjść z domu, ale nie ma sensu. Wyjdę, zmarznę, przeziębię się. Jest byle jak.

Dzwoniła do mnie pani Marta w sprawie kotka. Ech, nawet nie mogę o tym myśleć, tylko płaczę. Ona go weźmie, wykastruje, a potem chce go gdzieś umieścić po tej operacji na dwa, trzy dni, najlepiej u mnie. a kiedy kotek wydobrzeje, mam go wywalić z powrotem na ulicę, pod ten pawilon. Bo nie ma dla niego tego domu z ogródkiem, ani żadnego innego.

Nie zgodziłam się. No jak, wziąć kotka po operacji, potrzymać w domu, pokazać, że może być ciepło i sucho, że są kanapy i poduszki, a potem - wywalić? Nie stać mnie na to psychicznie.

Miś też się nie zgadza, ani nawet na to przechowanie, no bo może jednak od nas któś by go wziął, a jak nie? To mam go, po całej tej akcji, wywalić z domu? A niestety, nie stać nas na trzeciego kota, zważcie, że dokarmiamy i tak kotki pod oknem, a kiedy by się wzięło do domu trzeciego, to nie tylko płaci  się dodatkowe pieniądze  za jedzenie dla tego nowego kotka, ale za tym idzie kolejna opieka medyczna, no niestety, strasznie mnie boli sprawa tego Milusia, strasznie. Ale nie mogę się na to zgodzić, ani nie dam mu przechowania na okres po operacji, nawet w piwnicy, do czego mnie zachęcała ta pani, nie dlatego, żem taka zimna i nieczuła, ale właśnie dlatego, że nie jestem ani zimna, ani nieczuła. No i jeszcze Miś nie zgadza się kategorycznie na to. Ja też nie jestem w stanie się tego podjąć.

No więc dzień do chrzanu, bo nie ma się czym cieszyć.

A pogoda też sprawia, że czujemy się niespecjalnie, Figlaszek to staruszek, wprawdzie dzielnie się trzyma, ale czasem chodzi jak taki dziadek-połamaniec, człapie, chociaż wystarczy dać mu parę smakołyczków i już mruczy.

Agatka sobie śpi, czasem przychodzi do mnie na kolana, by ją popieścić, a potem idzie na swoje poduszeczki.

Oglądaliśmy dziś film o Indianie Jonesie, kiedy w Indiach walczył z jakąś sektą wyznawców Bogini Kali. Jeździł z takim małych chłopczykiem i młodą kobietą, śmiesznymi wagonikami, po torach położonych w powietrzu, w jakiejś starej kopalni.

Przypominaliśmy sobie z Misiem, jak to jeździliśmy takim pojazdem w Paryżu, w Disneylandzie. Było wrażenie.

I tak trochę się oderwałam od tego smutnego myślenia, ale po tym filmie, znowu myślę o tym kotku. Oni by go wzięli, wykastrowali, wyleczyli, jeśli jest chory, a potem - odstawili znowu na osiedle. No jakoś nie mogę z tym żyć. Powiecie - to weź go sobie, ale ta decyzja nie może być tylko moją, a Miś kategorycznie odmówił przyjęcia tego kotka tak na przechowanie, jak i na zawsze. Zresztą, ja go doskonale rozumiem, teraz weźmiemy Milusia, za dwa miesiące może Dorotka dałaby się złapać, potem jakiś inny Pimpuś, i chcąc nie chcąc - zrobimy sobie z domu kotkowisko, a sami będziemy mieszkać na korytarzu, o ile sąsiedzi się zgodzą.

Nie wiem, sama, najlepiej byłoby, żeby to wszystko, co mnie ostatnio dotyczy, już mnie nie dotyczyło.

Niby nic się nie dzieje, ale to wszystko co się dzieje, co się toczy wokół, zaczyna mnie przerastać. Jakoś zmieniła się moja osobowość. Kiedyś byłam żywiołowa, silna, pełna werwy, życia, energii, dzisiaj nic z tego nie zostało. Wciąż płaczę, nawet teraz, kiedy to piszę... Odwracam twarz.

Jest jesień, wiem, pogoda paskudna, i tak będzie pewnie jeszcze trwało, no nie mogę czuć się dobrze, wciąż jestem w paskudnym nastroju. Zawsze jesień lubiłam, zwykle zachwycały mnie barwy jej szat, zapach więdnących ziół, jakaś melancholia wisząca w powietrzu...

A tu? Wiatr miecie liście na wysokość piątego piętra, deszcz siecze w szyby, kto żyje - ucieka przed tym wszystkim. A tych biedaków, bezdomnych kotów, nie ma gdzie przechować. Moje miasto popisało się, zamykając okna piwniczne, zalepili je silikonem, gdzie te biedactwa mają się schronić?

Podobno mamy fajne schronisko w mieście, no przyznam się, że nie potrafię tam się wybrać, nigdy bym tego nie zapomniała, a kto wie, jak wpłynąłby na mnie pobyt tam...

Pewnie, łatwo się użalać przy biurku, ale żeby tak iść i zabrać ze trzy psy na spacer, albo posprzątać kotom klatki, to nie ma chętnych. No i na dodatek wciąż myślę o tych biedakach, samotnych wśród ludzi.

Chyba wędruję prostą drogą do zwariowania.

Może to już jest jakaś choroba psychiczna?

W każdym razie nie mogę Wam powiedzieć nic wesołego.

Życzę w każdym razie wszystkim - miłego weekendu!

Quba

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
quba
Czas publikacji:
sobota, 19 października 2013 00:18

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • tixi1 napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/19 09:23:04:

    Qubo , poleje i przestanie , do nas juz dzis dotarlo piekne sloneczko i bedzie cieplutko przez caly tydzien , w Polsce tez ! Dla kotka ostatnia szansa to utworzenie wydarzenia na Facebooku i potem jaknajwiecej udostepnien , to bardzo czesto skuteczne . Kiedys ci wyjasnilam na Facebooku jak sie to robi , jesli chcesz wytlumacze jeszcze raz .

  • smudge84 napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/19 10:48:24:

    Witaj Qubus jesienna chandra Cię dopadła , w taką pogodę to nic dziwnego i to wcale ze zdrowiem psychicznym nie ma nic wspólnego nie chce Cię martwić ale jeszcze zima przed nami trzeba się wziąć w garść i nie zamartwić bo to nic nie pomaga no ale z tym kotkiem to na prawdę tak mówili że pomogą a teraz wszystko na Twojej głowie rozumiem że nie możesz go zabrać do siebie ale tak jak Tixi pisze trzeba na Facebooku napisać albo na innych stronach dać ogłoszenia może się ktoś znajdzie kto go przygarnie bardzo bym chciała. Pozdrawiam

  • quba napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/19 11:35:48:

    Kochane Dziewczynki moje, Tixi i Smużko!
    Moje działania w kierunku umieszczenia kotka w domu osiągnęły niezamierzony przeciwny skutek, bo fundacja chce go tylko wykastrować i odesłać tam, gdzie jest. Nie wiem, czy po kastracji, taki kot na wolności ma równe szanse, bo sama wiodzę, że Figlaszek po owym zabiegu stał się mniej waleczny, mniej energiczny i jakby bardziej wygodnicki. Czy kocurek, pozbawiony andronicznej siły przezyje? czy będzie mógł nadal mieć jakieś swoje terytorium? Czy nie będą go przeganiały inne, niewykastrowane koty? Czy będzie polował? Nie znam się do tego stopnia na kotach, by to wiedzieć, z drugiej strony - taka fundacja chyba nie chce mu zrobić krzywdy...
    Rano byłam na zakupach, Miluś przyszedł do sklepu mięsnego, zapytałam pani sprzedawczyni, czy aby nie głlodny, a ona na to, że wciąż go karmi i naprawdę głodny nie jest. Pomiziałam go po łebeczku i zaraz przyszedł go napieszczać mocno wyrośnięty, ale jeszcze mały (10-11lat) chłopczyk. Miliuś nie szuka jedzenia, tylko domu z ogródkiem i z serdecznym opiekunem.
    Tixi,nie mogę znależć tej instrukcji, jeśli mogę Cię prosić, napisz mie jeszcze raz, jak się robi wydarzenie.
    Uściski serdeczne.
    Ps. Jakiś pawian się skrada do zyrafy. I słoneczko świeci!
    quba

  • ewcia1960 napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/19 12:49:31:

    no widzisz i mial ktos wziasc i nie wzial kotka!Wiem jak to Cie boli,ale nie mozna wszystkich bezdomnych brac do domu.Jest na wsi taki sliczny,malutki rudasek i tez nie moge go wziasc i nad nim placze.Ostatnio wzielam go do mieszkania gospodyni,znow umylam mu oczka,dalam jesc i po raz kolejny babie nagadalam,ze ma go trzymac w domu bo umrze z zimna.Moze pozniej pojade sprawdzic jak to wyglada.Qubo u nas piekna pogoda,sloneczko.Zycze Ci aby i dla Ciebie zaswiecilo.

  • quba napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/19 12:52:31:

    Ewciu Kochana, ale dlaczego tych biednych zwierząt jest tyle?I wszystkie potrzebują pomocy, i wszystkie nieszczęśliwe.
    Serce boli.
    Ściskam Cię, kochana!
    quba

  • 10pati04 napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/19 16:57:00:

    Droga Qubo, ja tez ostatnimi dniami zamartwiam sie jak tu wyjsc na prosta.
    Zastanawiam sie czy nie masz racji z ta kastracja? Kocicom to na pewno ulatwia zycie, ale czy bezdomnym kocurkom tez?
    Nie poddawaj sie! Znajdziesz mu domek. Spróbuj z inna fundacja. Mozna tez ogloszenia zamiescic na "Tablica" itp. Ja udostepnilam na fb, ale nie mam znajomych mieszkajacych w Twojej okolicy:-(
    Pozdrawiam I kociaczki caluje!!!

  • quba napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/19 17:18:00:

    Kochana Pati! Bardzo Cię proszę, nie martw się, jakoś z tym kotkiem się uda na pewno! Myślę, że Pani Marta z tej fundacji jednak zechce go wykastrować,nie wiem jak ją przekonac, żeby tego jednak nie robiła? Muszę chyba do niej napisac.
    Uściski, Patryniu Kochana! Trzymaj się. Wychodź na prostę, proszę Cię z całego serca! Buziaczki dla Ciebie i Twoich Kiciorków!!!
    quba

  • ewcia1960 napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/20 10:26:17:

    Qubus,pytasz skad tyle tych niechcianych zwierzat,wlasnie stad,ze taki nie kastrowany kotek moze byc przyczyna przyjscia na swiat kilkunastu bezdomnych malenst.Kastracja i sterlizacja sluzy zapobieganiu rozmnazania sie bezpanskich zwierzat.Ja to popieram,ale kazdy ma prawo miec odmienne zdanie.Milej niedzieli.

  • quba napisał(a) komentarz datowany na 2013/10/20 12:17:57:

    Ewciu, to było pytanie retoryczne.
    Uściski!
    quba

Dodaj komentarz

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Liczniki

Opcje Bloxa