Na przekór

Wpis

czwartek, 11 lipca 2013

Czwartek lipcowy, piękny dzionek!

Wczoraj już trochę lepiej się poczułam. Poszłam więc na zakupy, chciałam kupić coś do jedzenia, odwiedzić Panią Krysię, no i tak po prostu – wyjść z domu.

Czułam się znacznie lepiej, niż poprzedniego dnia, czy w poniedziałek.

Śmieszne to trochę, ale ilekroć nie śpię w nocy, to potem w ciągu dnia czuję się jakby „nabuzowana”, pobudzona, silniejsza.

Inna rzecz, że jednak po takiej nieprzespanej nocy – kładę się spać dużo wcześniej, niż zwykle.

Wstałam więc całkiem wcześnie, mimo, że poszłam spać chyba dobrze po szóstej rano.

Poprzedniego dnia udało mi się na tyle pozbierać, że pojechaliśmy na cmentarz, do Mamy. W poniedziałek bowiem minęła 25 rocznica Jej śmierci.

Ale w poniedziałek nie miałam siły.

Pojechaliśmy we wtorek, koło dziewiętnastej,

Zabraliśmy też Małgosię.

Obie wspominałyśmy naszą Mamę, pomodliliśmy się wspólnie, zapaliliśmy obojgu Rodzicom znicze.

Od śmierci Rodziców już musimy być całkiem dorosłe, bo Ich już nie ma.

Po śmierci naszej Mamy, Tatuś powiedział Cioci Zosi, że skończyło się dla niego życie, ale musi o siebie dbać, bo jest przecież jeszcze nam potrzebny...

A dzisiaj już nie ma ani Tatusia, ani Cioci Zosi, z pokolenia naszych cioć i wujków, została być może, ale nie wiemy na pewno, Ciocia Pela, w Filadelfii.

Aż tak daleko ją zaniosło życie, ale czy jeszcze tam jest?

Nie wiemy. Pozmieniałyśmy adresy, dzieci Cioci Peli nie wiedzą, gdzie mieszkamy, ani my nie wiemy, gdzie oni w tej Filadelfii żyją. Nie mamy kontaktu.

Szkoda.

Z cmentarza pojechaliśmy na kawę, bowiem we wtorek przypadała nasza, misiowoqubowa, rocznica ślubu.

Do kawy zamówiliśmy sobie pyszny tort bezowy i lody.

Takie święto.

Wieczorem we wtorek przyszła Dorotka, ale która? Chyba prawdziwa, bo wydawało mi się, że jest duża, a „jakby Dorotka” jest od niej troszkę mniejsza i jednak po niej widać, że kiedyś, coś miała, biedulka, z oczkiem.

Potem, Dorotka troszkę zjadła mięska i przyszedł jakiś inny kotek, nie znamy go bliżej, ale też się pożywił.

No i tak dziwnie się zrobiło, że teraz rano nie czeka żadna Kicia.

Do niedzieli jeszcze tak było, że kiedy wstawałam rano, otwierałam okno, a tam czekała moja Dorotka.

Mówiłam jej, żeby zaczekała, że zaraz dostanie „ śniadaneczko” i zanim wróciłam z jedzeniem, kicia już podchodziła pod samo okno i czekała.

Ja rzucałam – ona zabierała się do jedzenia.

Mała Dorotka tym się różni od dużej, że kiedy jedzenie spada, ona – rzuca się do ucieczki, panicznej, zresztą, ale kiedy już ten papierowy talerzyk z mięskiem, upadnie – takim samym, kocim  galopkiem przybiega do tego jedzenia.

A teraz nie ma nikogo.

Nie ma upału.

W czasie upału, rano zawsze, zanim zaczęło mocno słoneczko grzać, przed tym upałem, kicia czekała.

Potem, kiedy było tak strasznie gorąco, szłam nieraz na ten ogromny trawnik i zawsze Dorotka gdzieś tam, w takich fajnych, ładnie utrzymanych, przez lokatorów rabatkach, trochę dzikich, ale naprawdę, przyjemnie utrzymanych, kicia gdzieś sobie drzemała, w cieniu, schowana przed palącym słońcem.

Wystarczyło też wyjść na balkon i zawołać :

-        Dorotko, Dorotko, chodź, dostaniesz „amciu”.

I zawsze, mordeczka, przychodziła.

A teraz – nie ma małpeczki w dzień, ani na tym trawniku, ani pod żadnym balkonem, ani w tych dzikich rabatkach, ani w tej szczelinie, w której dotąd ukrywał się Rudasek, nie ma ani jego, ani Dorotki, nikogo...

Cała nadzieja w tym, że może one, są na terenie tego ogrodu, który należy do schroniska brata Alberta.

Zarówno w ubiegłym roku, jak i teraz, czasem widziałam, że miśki, po zjedzeniu tego, co im dałam, szły sobie do tego ogrodu, bo jest w siatce spora dziura, i tam  kicie łatwo przedostają się na drugą stronę. Gdzieś tam może są i teraz. Daj Boże!

Wczoraj wieczorem też nagle, nie wiadomo skąd, niespodziewanie,  okazało się, że jest Kicia i czeka.

Dostała jeść. I była to Dorotka, bowiem kiedy jej rzucam, to ona nigdy nie ucieka,  a zawsze podbiega.

Wczoraj też podbiegła.

Zaczęła sobie spokojnie jeść, a później podzieliła się z Rudaskiem, który przyszedł również, nie wiedzieć skąd.

A późno, głęboką nocą, jeszcze jakieś kocię przyszło.

Wiem, że są, ale martwi mnie, że zostały wystraszone i już nie wygrzewają się na słoneczku, pod naszymi oknami, a kiedyś tak było.

Tak jak piszecie w komentarzach, moje Drogie Przyjaciółki,  na pewno zostały wystraszone tymi puszkami po piwie i tym rzucaniem w nie.

Niedawno widziałam nawet, że ktoś rzucił im do jedzenia – niedopałek papierosa.

Mamy niektórych lokatorów, zasługujących na co najmniej „obsztorcowanie”, ale są i fajni, sympatyczni i mili.

Jak wszędzie, są ludzie i ludziska, prawda?

A wczoraj poszłam na te zakupy, bo jak Wam wspomniałam, a od tego przecież zaczęłam, chciałam wyjść troszkę do ludzi.

Podeszłam do budynku, w którym są różne sklepy na osiedlu, między innymi, jest tam sklep Pani Krysi.

Patrzę, pani sprzedaje truskawki, jak zawsze od dłuższego czasu.

Zwykle towarzyszy jej kocurek, popielaty tygrysek, osiedlowy, bezdomny, którego wszyscy dokarmiają, który się do wszystkich łasi i każdego jednakowo serdecznie wita.

No i wczoraj też sobie leżał, tym razem na środku, rozgrzanego chodnika, gorącego jak płyta kuchenna.

Leży sobie ten Pimpuś, a koło niego biega mały, czarny kociaczek, z białym krawacikiem i w białych butkach.

I stoi – pani Truskawkowa, jakieś małżeństwo w średnim wieku  i starsza pani.

Starsza pani chce, tego śliczniaska,  kotka małego zabrać do domu.

Okazuje się, że kotek pojawił się w poniedziałek,  biega między ludźmi, nikogo się nie boi, a ten Szarusek -Pimpuś, troszkę się nim opiekuje.

Trzeba było złapać kociaczka. Dostał więc paróweczkę pokrojoną, kiedy zaczął jeść, zdał sobie sprawę, Mądrutki, że najpierw, przed jedzeniem, trzeba umyć łapki i w ogóle – całego kotka. Usiadł i zaczął toaletę, a pani Truskawkowa wówczas go – cap! Za plecki! Wzięła go na ręce i przytuliła. Starsza pani, wyobraźcie sobie, wyjęła woreczek plastikowy, taki, jaki w wielu sklepach i marketach, służy na przykład do pakowania marchewki, a więc mały, cienki i byle jaki.

Pani wyobraziła sobie, że go tam schowa!

Pani Truskawkowa więc postanowiła pomóc zanieść tego maluszka do nowego domu.

Wobec czego, trzeba było, popilnować jej tych truskawek.

Zostałam ja i to małżeństwo. Rozgadaliśmy się jak starzy znajomi!

Okazało się, że oni też są karmicielami kocimi i jeszcze mają syna, którego też nauczyli miłości do zwierząt.

W końcu, kiedy Pani sprzedawczyni wróciła, od razu zdała nam relacje, jakie luksusy trafiły się kociemu maluszkowi, a myśmy rozstali się, pożegnawszy serdecznie.

Potem poszłam do Pani Krysi, posiedziałam z nią trochę, pogadałyśmy sobie miło, aż wreszcie ja ruszyłam na zakupy. Tym razem do biedronki, bo też mam blisko.

Kupiłam trochę owoców, wracając jeszcze raz wstąpiłam do Pani Krysi, bo ja sobie u niej robię jeszcze taki przystanek, mogę usiąść i trochę odpocząć.

No i w końcu wróciłam do domu.

Zrobiłam na obiad knedle z morelami, bo były tanie morele, a ja wyczytałam u Kaden-Bandrowskiego, że to najlepsze knedle świata.

Rzeczywiście, są bardzo dobre, ale jednak ze śliwkami są znacznie smaczniejsze.

( 15.13.  Hurrra!!!! Właśnie przyszła mała Dorotka Zoczkiem!!! Żeby było jasne, oczko jej się zagoiło, ale wygląda tak, jakby było troszkę mniejsze).

****

A dzisiaj rano pojechaliśmy do Pana Adama.

Miś z nim współpracuje. Ten młody człowiek jest tak fajny, tak sympatyczny, zawsze przepięknie uśmiechnięty, widać, że mimo tego, iż jest bardzo zapracowany, cieszy się zwyczajnym życiem!

Zawsze radosny, miły, wesoły!

Troszkę go potem obgadywaliśmy z Misiem. Oczywiście – pozytywnie,  i tak ładnie o nim powiedział Miś :

-        świat bez Pana Adama byłby dużo gorszy!

Widujemy go jakoś średnio tak co dwa – trzy tygodnie, przez parę minut, no najwyżej dwadzieścia, ale oboje bardzo lubimy te wycieczki, dla samej radości spotkania z nim. Potem, czasem zahaczamy jeszcze o takie miejsce, gdzie jest świetne jedzenie dla kierowców. Tam jest firma, która produkuje smaczne wędliny, przy tym mają wędzarnię, sklep mięsny, wędliniarnię i coś w rodzaju przydrożnego zajazdu.

Poprzednim razem, kiedy wracaliśmy od Pana Adama, dochodziła trzynasta. Okazało się, że Miś, mimo, że miał śniadanie w pracy, jeszcze go nie ruszył, a czuł się bardzo głodny.

Zatrzymaliśmy się więc tam i zjedliśmy kiełbaskę.

Mam w pamięci radę Pani Hanki, która kiedyś powiedziała, że jeżeli jedziemy samochodem przez świat i chcemy coś zjeść, to należy zatrzymać się tam, gdzie stoją tiry, bo kierowcy ciężarówek najlepiej wiedzą, gdzie warto się zatrzymać, by zjeść uczciwie, smacznie i niedrogo.

Trzymamy się tej rady i jeszcze nigdy nas nie zawiodła.

Pamiętam, że kiedyś, mimo iż byłam może parę dni po chemii, pojechałam z Misiem do pana Adama i też zatrzymaliśmy się tam na kiełbaskę. Ja wówczas nie chciałam jeść, ale Miś mnie namówił na kawałeczek. Dostał wtedy dwie średnie kiełbaski i ja mu zjadłam może połowę jednej. Byłam wtedy bardzo wygłodzona i ta kiełbaska ogromnie mi smakowała, a ja przecież cały czas miałam torsje, niewiele jadłam w ogóle. Z wielkim apetytem zjadłam wtedy tamtą kiełbaską, ale kiedyśmy tylko ruszyli, Miś musiał się zatrzymać. Natychmiast.

I już znowu miałam pusty żołądek.

Poprzednio, jak wspomniałam, może ze dwa tygodnie temu, zjedliśmy tam takie późne śniadanie i tak nam zasmakowało, że dzisiaj, wybierając się w tę drogę, już cieszyliśmy się na śniadanie przy budce.

A tam – pełno samochodów : osobowych, ciężarowych, tiry, motocykle, jakieś pick-upy, no do wyboru, do koloru, po prostu - trudno zaparkować samochód.

Przy tej budce – dwa ogromne stoły drewniane, przy nich - ławy zrobione z przeciętych pni drzew, poza tym dwa małe, ale za to wysokie stoliczki i krzesełka barowe, ale jest też drewniany domek ze stołami wewnątrz, nawet klimatyzowany.

Pamiętam, że kiedyś, zimą,  Miś jadł w tym domku jakiś bigos, czy coś takiego.

A dzisiaj, tuż obok tej małej restauracyjki przydrożnej, stało spore auto, przy którym dwie panie, sprzedawały świeżutkie warzywa, owoce, prosto z gospodarstwa w Księżym Lesie.

Za 3,50 kupiłam ogromny kalafior, wielki pęczek koperku i ziemniaczki młode.

Teraz szykuję obiad.

Żadnej zupy.

Za to kalafior na parze, ziemniaczki z masłem i koperkiem, do tego po małym sznycelku, bez panierki, takiego z patelni, sauté. Bardzo lubimy. Gdyby ktoś, mimo takiego obiadu, był głodny, to jeszcze zostało kilka knedli od wczoraj.

****

Poszłam posprzątać pod oknami. Nie chciałam, aby to, co rzuciłam Dorotce, zepsuło się na słoneczku. To, co zostawiła, zaniosłam do tej szczeliny, Rudaskowi, bo tam jest cień i dosyć chłodno. Rudaska zobaczyłam daleko, na trawniku, między tymi krzewami, posadzonymi przez lokatorów. Schował się bieduś, przede mną, ale wiem, że żyje, no nie?

Znalazłam za to pod oknami wypalone świeczki, takie małe metalowe tealighty.

To znaczy, że jakiś podlec rzuca z okna, na kociaczki, na pewno rzuca zapalone, albo przynajmniej – roztopione. I pewnie dlatego one już tutaj nie kładą się pod naszymi oknami.

Co z tym zrobić?

Nie wiem kto to, nade mną jest wiele pięter, nie wiem kto to robi.

Jak go zmusić, żeby zaprzestał?

Posprzątałam wszystko.

Ktoś zaczął wyrzucać też całe gazety, to ma pewnie nawiązywać do faktu, że ja wyrzucam kotkom jedzenie, na kawałkach lakierowanego papieru, zbieram takie książeczki - reklamówki i tego używam, bo na zwykłej gazecie to się przylepia, a przecież nie będę rzucała bezpośrednio na ziemię, czy trawę. Ale zawsze sprzątam tę kociową zastawę, nie zostawiam bałaganu pod oknami.

Dzisiaj wzięłam plastikową tackę po warzywach i w tym zrzuciłam kici, ale już to posprzątałam.

Teraz pod oknami jest czysto.

Zobaczymy jak długo.

Dobrze, dobrze, już kończę, widzę, że się rozgadałam, popatrzcie dziesięć stron o niczym!

Muszę w końcu iść do kuchni i nastawić ten kalafior, prawda?

Pycha! No nie? Kto nie lubi?

Ściskam Was, Kochani!

Wasza Quba – gaduła!

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
quba
Czas publikacji:
czwartek, 11 lipca 2013 16:45

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • tixi1 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/11 18:09:32:

    No widzisz Qubo sa kociaczki , tylko pewnie gdzis dalej spia i rzadziej do ciebie zagladaja . Jak to sie mowi "kot zawsze swoimi sciezkami chodzi" :) A tak na marginesie : to u was sa juz kalafiory i mlode ziemniaczki ??? Macie szczescie bo u nas jak dobrze pojdzie to moze za miesiac cos dopiero urosnie bo tak bylo zimno na wiosne , ze wszystko dopiero gdzies w polowie maja bylo sadzone i wszystko na polach jeszcze maluskie :(

  • krysty.na1954 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/11 19:54:37:

    Kochana Qubo !!!
    Będzie dobrze , a z okazji waszej rocznicy wszystkiego najlepszego !!!!
    Spokojnie , wróci wszystko do normy , wrócisz do zdrówka i będziesz jeszcze długo , gługo żyła , opisując ciekawie swoje życie. Bardzo fajnie mi się to co napiszesz czyta , podziwiam cię za to !
    Pozdrawiam cię i p.Misia i wszystkie Twoje kociaczki , wy czochraj je od Tygryska .
    Całuski

  • quba napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/11 20:37:04:

    Kochana Tixi! Tak, już są młode nowalie, spore, nawet nie pędzone sztucznie i pyszne! Ale dopiero od niedawna, bo przedtem były sprowadzane, więc nie kupowało się takich "nieprawdziwych".
    Kotki jednak są, dzisiaj już przyszły dwie Dorotki, jedna dwukrotnie.
    Buziaczki!
    quba

  • quba napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/11 20:38:36:

    Kochana Krysiu! dziękujemy za życzenia, za dobre słowa i za wszystko! Już wytarmosiłam kociaczki, a Ty swego Tygryska też pomiśkuj od nas!
    Buziaczki i pozdrowienia.
    quba z Misiem

  • dozia13 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/11 22:48:26:

    Miłość jedyna jest,
    Miłość nie zna końca,
    Miłość cierpliwa jest,
    zawsze ufająca.
    Wszystko potrafi znieść,
    Wszystko oddać umie,
    Życiu nadaje sens,
    Każdego zrozumie.
    Z okazji rocznicy ślubu wszystkiego najlepszego, uśmiechu i zdrowia. Abyście dalej TY i pan MIŚ szli przez życie, trzymając się mocno za ręce.

  • quba napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/11 23:03:04:

    Kochana Doziu! Bardzo serdecznie Ci dziękujemy za piękne życzenia i serdeczne słowa! Jesteś Kochana!~Z całego serca Cie przytulam i ślę Ci buziaczki. Pozdrowienia dla Twoich Chłopców, a miśkowania uszkowe dla Psiaczka!
    quba

  • smudge84 napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/13 22:00:55:

    Na drodze życia są światła i mroki, raz szczęście jasne, raz smutek głęboki, ale gdy się idzie we dwoje, łatwiej się znosi nawet ciężkie znoje. Wiec w dniu jubileuszu życzę drogiej Parze, by życie im dało wszystko, co w darze dać może szczęścia, pogody, radości, razem z uśmiechem wieczystej miłości.
    Wszystkiego dobrego z okazji rocznicy ślubu dla Ciebie Qubo i pana Misia :) pozdrawiam

  • quba napisał(a) komentarz datowany na 2013/07/14 00:09:23:

    Kochana Smużko!
    Bardzo Ci dziękujemy za piękne życzenia i serdecznie pozdrawiamy.
    Ściskamy Cię mocno!
    quba i Miś

Dodaj komentarz

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Tagi

Kanał informacyjny

Liczniki

Opcje Bloxa